W związku z tym, że pracuje na pół etatu mam trochę czasu dla siebie. Mieszkam z rodzicami, więc nie muszę się martwić o opłaty itd. Dokładam się do budżetu co prawda, ale nie muszę przeznaczać wszystkiego na ten właśnie cel. To spore udogodnienie. Po pracy najczęściej ucinam sobie krótką drzemkę, albo wykorzystuję dzień w bliżej nieokreślony sposób. Wyruszam na świeże powietrze wraz ze znajomymi, albo siedzę przy komputerze, albo czytam cokolwiek, albo leżąc na kanapie wsłuchuje się w muzykę. Nie generalizuję. Pewnego razu zaintrygowały mnie zdjęcia mojej znajomej z roku. Nie były zwyczajne, lecz artystyczne. Aż chciało się na nie patrzeć. Postanowiłem spróbować swoich sił i wykonać podobne. Wziąwszy aparat udałem się w kierunku lasu, w którym chciałem wykonać parę ciekawych ujęć. Jestem może tylko zwykłym amatorem, ale kto nie próbuje, ten się nie uczy. Sfotografowałem las i pola okryte śniegiem. Miejsca tego typu prezentują się całkiem ładnie.

Niestety posługuje się póki co wysłużonym zwyczajnym aparatem. Ażeby poszczycić się zdjęciami musiałbym pójść je wywołać. Miałem zarówno tyle jeszcze siły, ochoty i drobnych w kieszeni, by ruszyć do miejscowego fotografa. Wziąłem więc nogi za pas. Z dzikiego, nadwarciańskiego lasu na międzychodzki rynek jest pewien kawałek, więc moja podróż upłynęła mi na pewnych refleksjach związanych z zimą. Nie będę jednak zdradzał szczegółów w tej sprawie ;> Otworzywszy drzwi szklane z wywieszką, przystąpiłem do środka. Stanąłem w kolejce za kimś, kto chciał zdjęcie do dowodu. Fotograf…niejaki pan Cieślarczyk obiecał wywołać je. Zapłaciłem za to, po czym począłem powracać do domu. Po zdjęcia mam się zgłosić następnego dnia. Jestem ciekaw jak one konkretnie się prezentują. Musiałbym rzucić na nie okiem jeszcze raz.